W zeszłym tygodniu zaproszono mnie na kolejną Żywą Bibliotekę, organizowaną – już po raz drugi – w Toruniu, tym razem w związku z 18. finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Grupa uczennic i uczniów jednego liceów postanowiła, że tegoroczna akcja w ich szkole nie skończy się na samym zbieraniu pieniędzy, ale pozwoli także przybyłym uczestniczkom i uczestnikom zmierzyć się z własnymi stereotypami i uprzedzeniami.
Niestety, wczoraj przyszła wiadomość, że zaproszenie jest nieaktualne. „Dyrekcja (…) jednak zrezygnowała z organizacji Żywej Biblioteki dnia 10 stycznia”. Szkoda. „Z pewnością Państwo znają powody” – napisała jedna z organizatorek. – „Niestety nadal nasze społeczeństwo nie jest aż tak otwarte”. Przynajmniej obyło się bez obraźliwych komentarzy, jak w przypadku wiceprezydenta Opola w listopadzie 2008.
To już kolejna Żywa Biblioteka, która spotyka się z problemami natury organizacyjnej. Znowu okazuje się, że dla młodych ludzi – organizatorek i organizatorów – większym problemem od znalezienia przedstawicielek i przedstawicieli grup dyskryminowanych jest niechęć instytucji, których jednym z celów jest (powinno być!) to, do czego zmierza ŻB – promocja różnorodności, otwartości i akceptacji wobec ludzi, których jedyną winą jest to, że nie są „tacy jak my”.
Żywa Biblioteka znów nie miała okazji ożywić umysłów – została „uśmiercona”. Bardzo możliwe, że nie chodziło o uprzedzenia osób, które podjęły decyzję, tylko o ich obawy przed reakcją otoczenia – bywało przecież podobnie już w przeszłości. Zachęcam do zapoznania się z historią – podobną, ale z happy endem – Festiwalu Praw Człowieka, a licealistki i licealistów gorąco namawiam do podobnych działań. Życzę determinacji i służę swoją pomocą!
Zobacz też: ŻywaBiblioteka.org.pl






