Nieprzyjemny szum zrobił się wokół Naszej Sprawy 2. Portal internetowy Gaylife.pl zaatakował Stowarzyszenie Otwarte Forum – Michała Minałto i Uschi Pawlik, którzy w grudniu 2009 złożyli pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych przez dziennik „Rzeczpospolita”.
Chodzi o satyryczny rysunek Andrzeja Krauze oraz dwa teksty – felieton Macieja Rybińskiego i artykuł Tomasza Terlikowskiego. Wszystkie opublikowano przy okazji zeszłorocznej Parady Równości na łamach „Rzeczpospolitej” w czerwcu 2009 i każdy z osobna w obrzydliwy sposób sugerował, że homoseksualność ma coś wspólnego z zoofilią. Grupa osób związanych ze Stowarzyszeniem Otwarte Forum zażądała od „Rzeczpospolitej” opublikowania sprostowania i przeprosin. Po odmownej odpowiedzi rozpoczęła z prawnikami prace nad przygotowaniem pozwu. Pozew trafił do sądu w grudniu 2009, a w Wigilię o sprawie napisała „Gazeta Wyborcza” i… rozpętała się prawdziwa burza.
Redaktor naczelny Gaylife.pl, Jacek Adler (aka Antarex) między innymi w ten sposób skomentował sprawę (pogrubienia moje):
Naszym zdaniem zapędzili się w kozi róg. Niczyje dobra osobiste nie zostały naruszone. Teksty są antygejowskie, ale nie ma w nich żadnych obraźliwych sformułowań. Są tylko poglądy, których – podobnie jak Pawlik i Minałto – w przeważającej części nie podzielamy. Są sformułowania, w sporej części niemiłe dla środowiska homoseksualnego, w tym także dla nas. Czy to powód, aby kneblować komukolwiek usta? Czy dyskutować wolno jedynie ze „swoimi”? Czy na tym polega dialog? Debata publiczna? To oczywiście pytania retoryczne.
Porównanie orientacji psychoseksualnej (homoseksualności, biseksualności) z parafilią (m.in. zoofilią, pedofilią, nekrofilią) nie tylko jest nieuzasadnione – to mylenie pojęć – ale także bardzo szkodliwe społecznie – wprowadza zamęt, utrudnia edukację w tym zakresie i poprawę sytuacji osób nieheteroseksualnych. Poza tym, nie ma nic wspólnego z wolnością słowa i jest ewidentnie sprzeczne z aktualnym stanem wiedzy. Wystarczy zapoznać się ze stanowiskami i oświadczeniami stowarzyszeń, związków i innych organizacji psychologicznych, psychiatrycznych, seksuologicznych, socjologicznych, czy nawet Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). O tym czym jest homoseksualność nie rozstrzygają publicyści, tylko nauka. Z całą pewnością nie powinno to być przedmiotem „debaty publicznej”, o której pisze Adler. Rozstrzygał już o tym polski sąd, przynajmniej raz – w związku z pierwszą „Naszą Sprawą”; stąd też nazwa aktualnej kampanii – nadana sequelowi za zgodą organizatorek tej pierwszej, oryginalnej NS.
Jednak jest zasadnicza różnica między pierwszą a drugą wersją „Naszej Sprawy”. W ramach pierwszej NS wytoczono bowiem proces dwóm politykom Prawa i Sprawiedliwości – przewodniczącemu Rady Miasta Poznania, Przemysławowi Alexandrowiczowi oraz innemu poznańskiemu radnemu PiS, Jackowi Tomczakowi, w związku z ich komentarzami (w podobnym tonie) przy okazji Marszu Równości w 2004 roku. Faktem jest, że wypowiedź przewodniczącego Rady Miasta, czy nawet radnego, ma w takiej sprawie zupełnie inne oddziaływanie od satyrycznego rysunku w konserwatywnym dzienniku.
Zgodzę się, że jest wiele innych przykładów podobnych wypowiedzi, które są dużo bardziej szkodliwe, jaskrawe i „łatwiejsze do wygrania”, jednak nie mam wpływu na to, co w uznaniu Michała Minałto, czy Uschi Pawlik jest dla nich bardziej obraźliwe – to do ich oceny należy co ich obraża (bardziej), a co nie (lub mniej).
Sama sprawa, w związku z prywatnym charakterem, nie powinna być w ogóle w ten sposób komentowana, jednak pozwany i pozwana ze współpracującą grupą wyraźnie do tego zachęcają, robiąc z NS2 kampanię – ze stroną internetową, rzecznikiem prasowym… Krytyka jest zatem dozwolona, ale czy na pewno w takiej formie, jaką proponuje Gaylife.pl, a za nim Polgej.pl i Gay.pl? To nie jest konstruktywna krytyka, tylko atak, który szkodzi środowiskom LGBT jeszcze bardziej niż – w ocenie oponentów – sama NS2. Wystarczy przywołać wywiad, w którym prof. Tomasz Nałęcz staje po jednej stronie z Gaylife.pl „przeciw »koziej wojnie«”, a następnie wycofuje się z tego, czy wywiad dla „Rz”, w której Adler mówi m.in. „Większość środowiska jest normalna, nie biega na manifestacjach z piórami w tyłku (…)”.
Błędy popełnia każda ze stron, po kolei. Najpierw „Rzeczpospolita”, publikując homofobiczne, sprzeczne z nauką i rozumem bzdury; później także w pewnym stopniu grupa związana z SOF-ą, wnosząc pozew przeciw satyrycznemu obrazkowi; a następnie Jacek Adler, który broniąc „wolności słowa”, jako działacz gejowski, występuje przeciw „gejom zawodowym”. Różny jest jednak charakter i szkodliwość tych błędów, różne – dobre i złe – są także zamiary każdej ze stron.
„Nasza Sprawa 2” cieszy się w środowisku dużym poparciem – poparły ją oficjalnie Kampania Przeciw Homofobii, Lambda Warszawa, Trans-fuzja, czy toruńska Pracownia Różnorodności, a także wiele pojedynczych, często anonimowych osób. I słusznie. Bo sprawa jest słuszna. Nie zmienia to jednak faktu, że mogła zostać rozegrana inaczej, lepiej. Tę energię można byłoby wykorzystać na proces nie z konserwatywnym medium (dlaczego nie pozwać „Naszego Dziennika” czy „Frondy”, które posuwają się znacznie dalej?) i to na dodatek w związku z satyrą, tylko na coś „mocniejszego”, dużo poważniejszego. Takich wypowiedzi, szczególnie polityczek i – jeszcze szczególniej – polityków, jest pełno! Żeby nie szukać daleko, przywołam głośną ostatnio sprawę interpelacji posła Stanisława Pięty (nota bene też z PiS) ws. wystawy w Muzeum Narodowym. Trzeba przyznać, że interpelacja to już nie satyra (także, wbrew pozorom, w przypadku posła Pięty).
Właśnie ze względu na satyryczny charakter rysunku Krauzego i felietonu Rybińskiego, które stanowią sedno sprawy, doszło do nieporozumień i niewłaściwej interpretacji przez media, jakby powód i powódka chcieli wprowadzenia zakazu lub ograniczeń dotyczących dowcipów z/na temat osób bi- i homoseksualnych (patrz: Szczepan Sadurski). To nie służy idei, która towarzyszy NS2 i wprowadza dyskusję na niewłaściwy tor. Tak podejrzewam – nie sądzę, żeby SOF-ie zależało na jakimkolwiek ograniczeniom dotyczącym żartów na temat lesbijek i gejów.
Niemniej, podpisuję się pod ideą „Naszej Sprawy 2” i czekam na „Naszą Sprawę 3”, pod którą podpisze się także Gaylife.pl i Polgej.pl – taka NS jest przecież możliwa!
A Abiektowi radzę – nie przejmuj się głupotami, nie rób z niskonakładowej bulwarówki opiniotwórczego medium, nie odpowiadaj na ciosy poniżej pasa. Skoro cieszysz się z pojawienia się na stronie głównej „Frondy”, uśmiechnij się czytając o sobie we frondzie. Gejowskiej frondzie.
I powodzenia w wygraniu naszej sprawy!
Na ten temat:
Homiki.pl: Co się dzieje w Naszej Sprawie 2