19 kwietnia 2010 | Bydgoszcz

Pamiętacie zeszłoroczny Dzień Walki z AIDS? Pisałem wtedy (tutaj) o skandalicznej wypowiedzi Marty Jakubowskiej, pełnomocniczki wojewody kujawsko-pomorskiego ds. uzależnień, HIV i AIDS. Podczas konferencji prasowej powiedziała wówczas m.in., że jeden ośrodek w województwie, w którym anonimowo robi się badania wystarczy.

Wypowiedź ta wzbudziła kontrowersje, wyrażane także na łamach prasy, w wyniku których wojewoda Rafał Bruski poprosił pełnomocniczkę o wyjaśnienia. Dla uspokojenia szmeru, jaki wtedy powstał, ogłosił to także na swojej stronie internetowej. Później sprawa ucichła.

W marcu br. przesłałem do Urzędu Wojewódzkiego prośbę o udostępnienie wyjaśnień, które pełnomocniczka zobowiązana została przedłożyć wojewodzie. Co z nich wynika? Niewiele. Odpowiedź Marty Jakubowskiej była czterozdaniowa i absolutnie nie odnosiła się do sedna sprawy – wypowiedzi, że „jeden ośrodek w województwie (…) wystarczy”.

Z udostępnionej mi korespondencji wynika, że wojewoda zmuszony był jeszcze raz poprosić o ustosunkowanie się, a w kolejnej odpowiedzi otrzymał jedynie wyjaśnienie dlaczego w całym województwie jest tylko jeden punkt – „w ofertach zgłoszeniowych na konkurs ogłoszony w 2009 roku funkcjonuje tylko jeden oferent”. Brawo, to już wiemy! Tylko czy ten jeden punkt – na całe województwo! – zaspokaja istniejące potrzeby? Czy rzeczywiście „wystarczy”, jak powiedziała pełnomocniczka? To jest właściwe pytanie, na które chciałbym poznać odpowiedź.

PS. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich urzędniczek i urzędników, którzy zaglądają na moją stronę! Realizując misję sprawnego i szybkiego dotarcia do obywatela z potrzebną mu informacją, postawiono sobie trud znalezienia mojego numeru telefonu w internecie, żeby zaproponować szybsze (i – uwaga, cytuję – „tańsze”; bo zaproponowano, że tak nie będę musiał płacić) uzyskanie informacji, poprzez wyrażenie zgody na przesłanie jej pocztą e-mail. Ehh… O dostępie do informacji publicznej na pewno będę miał jeszcze sposobność tutaj napisać.

W ZWIĄZKU Z OGŁOSZONĄ ŻAŁOBĄ NARODOWĄ DEBATA ZOSTAŁA ODWOŁANA

Pracownia Kultury Współczesnej oraz Klub Artystyczny Eljazz zapraszają na debatę nt. związków partnerskich

DATA: 12.04.2010 (poniedziałek)
GODZINA: 19
MIEJSCE: Klub Artystyczny Eljazz (ul. Kręta 3)
WSTĘP BEZPŁATNY

W debacie udział wezmą m.in.:
- Paweł Fischer-Kotowski – współzałożyciel Stowarzyszenia Lambda Bydgoszcz
- ks. Tomasz Puchalski – prezbiter Reformowanego Kościoła Katolickiego w Polsce
- mec. Agnieszka Stefanowicz – prawniczka, “Agnieszka Stefanowicz – Kancelaria Adwokacka”
- Emilia Walczak – dyrektora Pracowni Kultury Współczesnej

Prowadzenie: Tatiana Adonis (dziennikarka radiowa)

*W CZASIE SPOTKANIA SALA WOLNA OD PAPIEROSA*

6 kwietnia 2010 | LGBTQ, Warszawa

Podczas gdy Zarząd Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego (ZSS UW) angażuje się w przygotowanie uczelnianego lip duba („nakręca akcję”), Jej Perfekcyjność zwraca uwagę na nieuwzględnienie problematyki LGBTQ w Raporcie Studenckim 2010.

Jak czytamy na stronie internetowej samorzad.uw.edu.pl (pogrubienie moje):

(…) żeby głos naszej społeczności był silny, słyszalny, żeby mógł wpływać na sprawy Uczelni i poszczególnych wydziałów, wybieramy swoich przedstawicieli. To oni działając w oficjalnych strukturach reprezentują nas, dbają o nasze sprawy.

Trzeba przyznać – pięknie napisane! A jak wygląda to w rzeczywistości?

Ostatnio ZSS UW odpowiedział na rękawicę rzuconą przez Politechnikę Warszawską i zdecydował się na przygotowanie uczelnianego lip duba. Powstała strona internetowa, gdzie czytamy:

LipDub to technika tworzenia teledysków. Zasady jego nakręcenia są proste: dobra piosenka, kilkuset studentów-aktorów, scenografia w postaci uczelnianych korytarzy i co najważniejsze – wszystko kręcone jednym nieprzerwanym ujęciem.

„Preludium” przygotowane przez studenki i studentów UW prezentuje się następująco:

O gustach podobno się nie dyskutuje, niemniej powyższego filmiku za reklamę uczelni wyższej uznać nie można, wbrew przekonywaniom Adriana Mielnika na antenie TVN Warszawa.

W tym samym czasie, kiedy ZSS UW zaangażował się w „promowanie” uczelni, odmówiono zajęcia stanowiska, w ramach Raportu Studenckiego, w kwestii nieheteronormatywnych studentek i studentów UW. Problem poruszyła Jej Perfekcyjność w korespondencji z przewodniczącą sekcji studenckiej, a sprawę opisała na swoim blogu (część 1, część 2).

Czym powinien zajmować się ZSS? A w najgorszym wypadku: czym powinien zajmować się w pierwszej kolejności? Życzyłbym, zarówno sobie jak i pozostałym kilkudziesięciu tysiącom studentek i studentów UW, żeby Zarząd Samorządu rzeczywiście dbał o nasze sprawy.

Zobacz też:
TVN Warszawa: “Będą brać Cię w aucie”: Politechnika vs. UW

25 marca 2010 | Bydgoszcz, LGBTQ, media, prawa człowieka

W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” (dodatek bydgoski) artykuł Krzysztofa Aładowicza na temat raportu Departamentu Stanu USA, w którym wymieniono proces rejestracji Lambdy Bydgoszcz jako przykład naruszeń praw człowieka w Polsce (pisałem o tym tutaj).

Interesujący – jak zawsze! – jest komentarz Macieja Grześkowiaka, zastępcy prezydenta miasta.

Jednak zdaniem zastępcy prezydenta Bydgoszczy Macieja Grześkowiaka nie ma mowy o dyskryminowaniu gejów i lesbijek. I nie trzeba niczego pod tym względem poprawiać. – Żyjemy w wolnym mieście, w wolnym kraju – komentuje. – I prawa człowieka są u nas przestrzegane na dobrym europejskim poziomie. Nie przejmowałbym się tym, że ktoś coś napisał w jakimś dokumencie. Poza tym sprawa z Lambdą nie była celowym działaniem czy złą wolą, a wynikiem pewnych nieporozumień – stwierdza.

Jarosław Nadolski, specjalista ds. wizerunku oraz szef agencji public relations, zauważa z kolei, że taka „reklama” może mieć dla miasta skutki nie tylko społeczne, ale także ekonomiczne (które, niestety, wciąż są dla bydgoskich władz dużo poważniejszym argumentem…):

- Nie dramatyzowałbym, że zaraz miasto się zawali. Ale np. zagraniczni inwestorzy, podejmując decyzję o wydaniu swoich pieniędzy, często patrzą, czy miasto jest otwarte, tolerancyjne. Analizują argumenty przemawiające za i przeciwko. Dyskryminacja jakichś grup społecznych może być argumentem przeciwko i może rzutować na decyzję – wyjaśnia. – To, że miasto nie wyciąga z tego żadnych wniosków, dziwi, bo z jednej strony promuje swoje atrakcje typu Brda czy Myślęcinek i zachęca do przyjazdu turystów, a z drugiej geje i lesbijki, którzy też mogą chcieć zostawić tu pieniądze, otrzymują sygnał, że nie są mile widziani. W cywilizowanych krajach widzimy zupełnie inny trend. Coraz częściej lokalne władze podkreślają swoje otwarcie, tolerancyjność i widzą w tym sposób na niezły biznes.

Zobacz też:
Fiskot.info: Departament Stanu o Lambdzie Bydgoszcz
Gazeta Wyborcza: Amerykanie krytykują nasze miasto za brak tolerancji

22 marca 2010 | związki partnerskie

Z zainteresowaniem przyglądam się dyskusji, jaka toczy się wokół idei związków partnerskich. Wcześniej do głowy mi nawet nie przyszło, że jest to sprawa, która może tak bardzo podzielić środowisko LGBT.

Sprawa wydawała mi się wcześniej jasna – ktoś będzie za, inna osoba opowie się przeciw, dla kolejnych kilku nie będzie to miało żadnego znaczenia (niestety!). Ale w chwili obecnej, obok głośnego „TAK”, trwa konstruktywna (!) dyskusja na temat formy takich związków, wywołana głównie przez grupę inicjatywną, która jeżdżąc po Polsce zachęcała do rozmowy na ten temat.

Dyskusja toczy się głównie na portalu homiki.pl, który w ten sposób pokazuje – nie pierwszy już raz – że zasługuje na miano najbardziej opiniotwórczego medium LGBTQ. Udostępnia swoje łamy osobom spoza redakcji, które prezentują różne punkty widzenia. Dziękuję za ten pluralizm!

Zaskakujący jest przede wszystkim ogromny optymizm. Dobrze, że jest, ale szkoda, że w takiej ilości. Większość podchodzi do sprawy, jakby związki partnerskie miały zostać wprowadzone teraz, już za chwilę i jakby szybko należało ustalić jaką nadać im formę. A przecież grupa inicjatywna sama powiedziała w wywiadzie z Uschi Pawlik (cz. 1, 2), ustami Mariusza Kurca:

I potem się zaczną prawdziwe schody – zbieranie deklaracji poparcia od polityków. Trzeba zebrać 15 posłów, którzy poprą projekt, aby mógł on zostać złożony do laski marszałkowskiej, więc będziemy prowadzić intensywny lobbing wśród polityków. I trudno nam tak naprawdę powiedzieć, ile czasu nam to zajmie.

Powyższy cytat (pogrubienia moje) potwierdza to, czego łatwo się domyślić – „intensywnego lobbingu” wymaga znalezienie 15 posłanek i posłów, którzy jako grupa będą mieli inicjatywę ustawodawczą, czyli możliwość zgłoszenia projektu ustawy. A co z poparciem? Czy ktoś się zastanawia nad tym jakie są szanse podczas głosowania?

Z całej dyskusji wyłania się przed moimi oczami obraz grupy inicjatywnej, której głównym celem jest wprowadzenie ustawy – abstrahując od jej treści, byle by była. A zadanie to iście ekwilibrystyczne – nie chcąc drażnić parlamentarnych przeciwników, grupa nie zamierza się wychylać, określać w kwestii adopcji (ciekawe jak sprawa ta zostanie rozwiązana w projekcie, nad którym pracują), czy związków poliamorycznych (i tu akurat słusznie, bo nie tego dotyczy debata i idea; to temat na inną dyskusję i do realizacji przez inną grupę). Stanowczo pukają się w czoła, kiedy ktoś nawet wspomina o małżeństwach (Tomasz Szypuła: „to jest bardzo trudne”, „praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia politycznie”, „nie mamy takiej możliwości”).

Boję się, że przygotowany projekt będzie już tak obcięty, że w Sejmie pozostanie albo przyjąć go bez poprawek – jako średnie rozwiązanie – albo obciąć i przyjąć rozwiązanie złe, „wsteczne”.

Jestem przekonany, że wśród parlamentarzystek i parlamentarzystów są osoby, czy nawet frakcje, które gotowe byłyby poprzeć ideę związków partnerskich, jednak po wcześniejszym „okrojeniu projektu”, żeby nie okazać się zupełnie pro-homo. I mniejsze znaczenie ma tutaj sens tego co się „obcina”, a większe – fakt, że przyznaje się związkom jednopłciowym prawa, jednak mniejsze, niż sobie tego życzą. I jest uśmiech do obu stron, z kokieteryjnym mrugnięciem.

Będąc uczciwym, trzeba przyznać, że projekt – niezależnie od jego treści i proponowanych rozwiązań prawnych – nie ma szans na przyjęcie w obecnej kadencji (w kolejnej, niestety, pewnie też). Jeśli grupa inicjatywna, mimo to, zdecydowała się na flirt z KP Lewica i nabijanie punktów poparcia SLD, powinna wykorzystać okazję i przygotować chociaż dobry projekt, odzwierciedlający rzeczywiste potrzeby i punkty widzenia środowiska LGBT.

Pokażmy czego chcemy, na czym i dlaczego nam zależy. Zacznijmy oswajać ludzi z myślą, że takie związki partnerskie, jeśli nie teraz, to później, ale się pojawią. Pracujmy nad dobrym projektem, który będzie można wykorzystać w sprzyjających nam okolicznościach. A jeśli mamy czegoś żądać – żądajmy więcej, i tak obetną!

***
Z żalem odnotowuję, że grupa inicjatywna ds. związków partnerskich była w województwie kujawsko-pomorskim tylko raz, w Toruniu. Próżnię tę trzeba wypełnić. Zatem już w kwietniu w Bydgoszczy odbędzie się osobna debata nt. związków partnerskich. Szczegóły już wkrótce.